CARLO ANCELOTTI DLA ‘FORZA MILAN!’

W jakich elementach Juventus i Liverpool okazały się lepsze od Milanu?
Nasz zespół nie był słabszy od żadnego z wymienionych zespołów, z którymi przegraliśmy walkę o scudetto i Ligę Mistrzów. Te porażki będą stanowiły dla nas dodatkową motywację, by w przyszłym sezonie zaprezentować się z jak najlepszej strony. To jest pewne. Rozpoczniemy pracę z jeszcze większym zapałem i motywacją. W Stambule rozegraliśmy jedno z najlepszych spotkań w sezonie. To jasne, że rana wciąż się jeszcze nie zagoiła, sezon dopiero się skończył i nie ma szans na natychmiastowy rewanż. Mamy jednak na to czas. Ruszymy z kopyta i zaprezentujemy się z dobrej strony w kolejnych rozgrywkach. Obiecuję to.

Pojawiają się jednak głosy, że Milan nie powinien oglądać się więcej za siebie.
Niby dlaczego? Bardzo często spoglądam w przeszłość, każde doświadczenie pomaga w dalszym rozwoju. Przez całe lato będę chodził z głową wysoko podniesioną do góry i dumnie wypiętą piersią. Najpiękniejszym okresem sezonu był ten poprzedzający ostateczne rozstrzygnięcia. Być może naszej gry nie charakteryzowała ciągłość, ale było to także spowodowane mnogością rozgrywek, w jakich braliśmy udział. Nie zawsze możliwa jest gra na świeżości, przytrafiają się lepsze i gorsze mecze, to naturalne. Czasem odnosi się zwycięstwa bardziej dzięki skuteczności, niż faktycznej przewadze na boisku.

Silvio Berlusconi po tym ostatnim rzucie karnym obronionym przez Dudka - który dokonywał w Turcji cudów - wstał i powiedział: nikogo nie zwolnię. Biedny Carletto ciężko pracował i ma prawo kontynuować pracę nad swoim dziełem.
Informacje o moim kontrakcie, czy zainteresowaniu ze strony innych klubów stały się naprawdę dokuczliwe. Dementowanie ich nie miało większego sensu. Tak naprawdę żaden klub nie kontaktował się ze mną. Czuję się tu dobrze, nigdy nie myślałem o odejściu.

Co zraniło cię najbardziej?
To, że nikt nie zwracał uwagi na nasze dementi w sprawie domniemanego świętowania zwycięstwa już w przerwie finału w Stambule. Całą burzę wywołał angielski brukowiec The Guardian i to jemu uwierzono, a nie naszemu kapitanowi, którego kariera może stanowić przykład dla innych. To zabolało nas bardziej, niż sama porażka. Niesamowite, że nie dano wiary słowom kapitana, który jest przykładem oddania i wierności klubowi znanym na całym świecie. Nie wiem dlaczego wielki dziennik pochodzący z naszego miasta, La Gazzetta dello Sport, z którym zawsze łączyły nas dobre stosunki, dał wiary tym pomówieniom.

Czyli nie było żadnego przedwczesnego świętowania?
Nasza szatnia była całkowicie odseparowana od szatni Liverpoolu. W czasie przerwy powiedzieliśmy sobie, by zachować uwagę, by grać jeszcze prostszą piłkę, gdyż Anglicy nigdy się nie poddają. To jasne, że gdy tracisz bramkę musiałeś popełnić mniejsze, czy większe błędy. To niewiarygodne, że wszystkie błędy popełnione przez te sześć minut kosztowały nas najwyższą cenę. Nie było czasu na przeprowadzenie zmian, zresztą nie było to wskazane. Zespół rozpoczął drugą połowę w dobrym stylu, nie ma logicznego wytłumaczenia dla tego, co zdarzyło się później.

Niczego nie żałujesz? Ani razu nie przeszło ci przez myśl, że mogłeś zrobić coś więcej?
Jeśli tracisz trzy bramki w sześć minut nie masz czasu na interwencję, zmianę przebiegu wydarzeń. Po utracie pierwszej bramki przyszło wrażenie, że zespół dostał jakiegoś zaćmienia. Niemożliwe było natychmiastowe zareagowanie.

Niestety ten zespół przyzwyczaja nas do zbyt częstych wydarzeń z gatunku niemożliwych. Myślę o La Coruni, o Eindhoven, Lecce, Palermo i wreszcie Liverpoolu.
Te pozostałe spotkania miały odmienny przebieg. W La Coruni, i nie tylko, zespół źle zaczął i w ten sposób zakończył. W Stambule rozpoczęliśmy znakomicie i zakończyliśmy dopiero przed konkursem rzutów karnych. Trudno wrzucić te mecze do jednego worka.

Przejdźmy do rozgrywek krajowych. Milan odrobił ośmiopunktową stratę do Juve w przeciągu kilku tygodni.
Juve zasłużyło na scudetto. Przewodziło tabeli przez 38 kolejek, miało czas, by przygotować się do spotkania na San Siro. My z kolei musieliśmy rozegrać pamiętny rewanż w półfinale Ligi Mistrzów w Eindhoven, gdzie przez pół godziny byliśmy poza burtą. Takim meczom towarzyszą ogromne emocje, niepowtarzalne, które w jeden wieczór pozbawiają cię, a następnie przywracają wszystkie siły. Odczuliśmy to przede wszystkim w pierwszej połowie meczu z Juve, po zmianie stron w pełni zasługiwaliśmy na remis. W obu ligowych spotkaniach z Juventusem zapłaciliśmy wysoką cenę. W Turynie zasługiwaliśmy na zwycięstwo, jednak zremisowaliśmy, z kolei na San Siro mógł paść remis, jednak przegraliśmy.

To wtedy przegraliście walkę o scudetto?
Biorąc pod uwagę fakty, być może tak. Spotkanie z Brescią rozgrywane tydzień wcześniej miało zostać rozegrane po 15-dniowej przerwie. Zostało jednak przełożona z powodu śmierci papieża i przyszło nam je rozegrać pomiędzy derbami a meczem w Lidze Mistrzów. Później straciliśmy jeszcze po drodze wiele punktów. Gdybyśmy jednak zdobyli w meczach z Juventusem cztery punkty, a nie jeden, końcowe rozstrzygnięcie mogłoby być inne.

Jaką strategie obierzecie w trakcie letniego mercato?
Pozostaną wszyscy, którzy tylko będą chcieli pozostać i zrewanżować się za niepowodzenia z poprzednich rozgrywek. Odejdą tylko ci, którzy sami o to poproszą. Wzmocnienia będą zatem uzależnione od ubytków.

W międzyczasie przyszli już Vogel i Jankulovski.
To piłkarze prezentujący odpowiedni poziom, z osobowością. Pomogą nam osiągnąć ważne cele.

Liga zakończyła się w Udine.
Dziękuję za tą uwagę. Dzięki niej będę mógł dodać, że zakończyliśmy sezon dumnie i z klasą, prezentując się świeżo, pomimo 35'C. Oznacza to, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty jeśli chodzi o przygotowanie atletyczne, pomimo innych okoliczności.

Piękny był transparent kibiców wywieszony na Stadio Friuli: Bez strachu razem do Paryża w 2006.
Z całego serca dziękuję kibicom Milanu. Zawsze byli blisko zespołu, darzą klub uczuciem, które jest wyczuwalne. Mamy w stosunku do nich dług wdzięczności, chcemy go spłacić bez względu na koszty. Winni jesteśmy im przede wszystkim wyniki, nie zaangażowanie. To oczywiste.

Wiele bramek straciliśmy po uderzenie głową osamotnionego piłkarza rywali. Niemało również po stałych fragmentach gry. Po Manchesterze przegraliśmy również trzy kolejne finały po serii rzutów karnych: z Juve w Nowym Jorku, z Boca Juniors w Yokohamie, wreszcie z Liverpoolem w Stambule. Można do tego dodać nawet letni sparing z Primaverą Interu.
Jeśli chodzi o pierwszą kwestię nadal będę twierdził, że problem nie leży w kryciu indywidualnym, czy też strefą, a w zachowaniu uwagi. Nad tym właśnie musimy pracować, nie ma co do tego wątpliwości. To samo dotyczy rzutów karnych. Mamy przed sobą mnóstwo pracy do wykonania.



tłumaczenie: dezali

 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone