CARLO ANCELOTTI DLA NOVELLA 2000


Gdy wykrzywia lewą brew, nudzi mu się. Gdy zagryza wargi, doprawia odpowiedź ironią. Gdy jego kobaltowo-niebieskie oczy zmieniają się w szafirowo-niebieskie, pozostaje ci nadzieja, że nie zagwiżdże i nie odeśle cię do szatni. W czasie dwugodzinnej pogawędki w Milanello Carlo Ancelotti, trener Milanu od 2001 roku, najlepszy trener świata roku 2007 według IFFHS, kilka razy zaczynał się nudzić, kilkanaście razy zagryzał usta. Ale jego tęczówki zmieniły kolor tylko jeden raz, przy jednym pytaniu. Tym…

Na stronie rumuńskiego dziennika 7 plus można znaleźć informację o pana życiu prywatnym. Piszą, że pana żona Luisa zostawiła pana dla innego. Jest tak?
W ciągu 25 lat małżeństwa zdarzają się wzloty i upadki.

To jest jeden z upadków?
Przy upadkach tym, czego nigdy nie zabraknie mojej żonie Luisie i mi, jest umiejętność mówienia o sobie z wielkim szacunkiem i uczuciem. I tak jak w futbolu, nigdy nie należy się wycofywać.

Ta sama strona donosi o Martinelli Cretu, trzydziestolatce z Bukaresztu, z którą miał pan mieć romans po małżeńskim kryzysie.
Proszę nie nalegać, bym odpowiedział. Wokół jest wielu ludzi, którzy chcą jedynie zyskać rozgłos. (Teraz oczy robią się ponure)

Czuje się pan osamotniony?
Czuję się dobrze z samym sobą, również w samotności. Piłką nożną nigdy się nie nudzę. Poza pracą na boisku, spędzam wiele godzin w kółko studiując mecze i materiały wideo. Tak, dziś czuję się dobrze sam.

Ma pan dwójkę dzieci, Katię i Davide: jak przeżywają ten okres?
Nie ma żadnej różnicy. Dzieci są jak zawsze spokojne i żyją swoim życiem. Starsza Katia jest w Londynie: dostała szansę stażu w biurze prasowym Chelsea, w klubie Abramovicha. Davide latem osiągnął pełnoletność i nadal gra w piłkę. Obecnie jest pomocnikiem Borgomanero w Serie D.

A propos Abramovicha. Zaprzeczał pan rozmowom z Chelsea, a potem został zmuszony do powiedzenia prawdy… Co się dzieje? Wysłał pan córkę, by następnie do niej dołączyć?
Nie, zostaję w Milanie. Mam marzenie: pobić rekord Nereo Rocco. On zasiadł 450* razy na ławce trenerskiej, ja na chwilę obecną 381 razy. Jeśli osiągnę 451 razów, poczuję satysfakcję. A nawet coś więcej, bo w przeciwieństwie do Rocco miałbym ciągłość: to byłyby mecze rozgrywane pod rząd. Wracając do Katii, wraca w grudniu. Na razie to ona dołącza do mnie poprzez rozmowy telefoniczne.

Co w tym złego?
To, że telefon dzwoni o 8 rano. O też porze nawet nie patrzę na wyświetlacz, bo wiem, że to ona.

To wydaje się normalne. Jest daleko i potrzebuje przytulenia…
Zwykle o tej porze potrzebuje jednej rzeczy: spłacenia jej karty kredytowej.

Ładna z niej dziewczyna. Jeśli się nie mylę, ma też świetny głos. Nie jest pan trochę zazdrosny jak wszyscy włoscy ojcowie?
Nie powiedziałbym, że zazdrosny… Podejrzewam, że z kimś flirtuje, ale zatrzymuję te podejrzenia dla siebie. Wydaje mi się, że chłopak jest Włochem. Tak, Katia to ładna, promienna, energiczna dziewczyna - zupełnie jak jej matka. Mówi, że chce zostać dziennikarką.

Niech się pan przyzna, nie trzyma pan bardziej strony kobiet?
Nie, nie mam w tej kwestii żadnych preferencji. Tylko, że Davide jest tu w pobliżu. No i gra w piłkę. A to z pewnego punktu widzenia komplikuje relacje ojciec-syn.

Jest pan tatusiem pieszczochem czy raczej rodzicem w typie niedźwiedzia?
Jestem czułym niedźwiadkiem. Żadnych buziaków czy przytuleń, ale kołysanek zaśpiewałem wiele. Obojgu.

Oto po kim Katia odziedziczyła głos…
Dobra, dobra. Proszę to powiedzieć wszystkim w Milanello. Dogryzają mi, utrzymują, że mógłbym robić najwyżej za dzwon.

Mają rację?
W sumie tak. Ale ja i tak śpiewam. Repertuar włoski, Celentano.

A co z rzeczy zagranicznych?
Rzeczy zagraniczne to tylko na boisku i w kinie. Jestem miłośnikiem thrillerów i filmów gangsterskich. I sensacyjnych: w kółko oglądam De Niro w "Łowcy jeleni". Urzekają mnie historie mafijne: nigdy nie mam dość sagi "Ojciec chrzestny". Bardzo podobała mi się "Powieść kryminalna".

Muzyka, kino i jeszcze coś w wolnym czasie?
W wolnym czasie? Nie mam zbyt wiele czasu dla siebie. Zwykle spędzam pięć, sześć godzin na boisku z piłkarzami i sztabem. Potem pracuję nad pogłębianiem wiedzy. W przeddzień meczu rozmawiam przez telefon z Silvio Berlusconim, by przedstawić mu stan rzeczy. Wieczorem zostaje mi akurat tyle czasu, by zjeść kolację i pójść spać.

Sam?
Oczywiście. Tu w Milanello mam swój pokoik. A jak nie tu, to w Mediolanie. Kiedy wracam do domu w moje strony, w okolice Parmy, jestem w rodzinie.

Jest pan trochę niechętny w kwestii relacji z płcią przeciwną. To pan się zalecał, czy raczej to do pana się zalecano?
Ani jedno, ani drugie. Powiedziałbym, że Luisa była moją jedyną historią. Zaręczyłem się i ożeniłem w młodym wieku. Bo kiedyś piłkarze szybko zakładali rodziny, nie to co teraz. Ale jest jedna kobieta, którą zawsze chętnie spotykam.

Jak się nazywa szczęściara?
Tina Prandina, 87 lat, prezydentowa jedynego fanklubu złożonego z samych kobiet.

W kwestii kobiet i kina wydaje się pan być tradycjonalistą. Jeśli zaś mówi się o homoseksualizmie wśród piłkarzy, to razi to pana?
Nie. Również wśród nas się o tym rozmawia. Czasem padają nawet nazwiska. Ale ja nigdy nie zetknąłem się z tym w szatni. Jeśli zaś chodzi o tradycjonalizm, to dodałbym jeszcze kuchnię.

Porozmawiajmy o niej. Jakie jest pana kultowe danie?
Wolałbym o tym nie rozmawiać. Jestem na diecie o nazwie Zona, zgubiłem 7 kilogramów. Tak czy siak, jednym z moich ulubionych dań jest pieczeń. W moich stronach jest to potrawa świąteczna. Nie było niedzieli, by zabrakło pieczeni na stole, nawet w czasie Ferragosto, oraz rosołu do picia z dodatkiem Lambrusco.

Jaka była pana ostatnia pieczeń?
Jadłem ją w Mediolanie, w restauracji, gdzie robią ją w sposób wręcz boski, ale nie wspominam jej dobrze. Byliśmy tam z moimi współpracownikami, gdy nagle przyszli dość natrętni ludzie. Rozproszyliśmy się w momencie, w którym zdążyliśmy podwinąć rękawy i zaledwie dotknąć pieczeni widelcem. Z tego powodu Mediolan mi się nie podoba. To perfekcyjne miasto do pracy, ale nie do cieszenia się z możliwości wspólnego spędzania czasu. Zupełnie inaczej jest w Rzymie, który pozostał w moim sercu. Mógłbym tam wrócić, ale to dopiero po moim 451. meczu w roli trenera Milanu.



* - w rzeczywistości Nereo Rocco prowadził Milan nie w 450 lecz w 459 meczach.



tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone