MASSIMILIANO ALLEGRI DLA CHI


Trenerze, niech pan przyzna bez ogródek. Trochę pana cieszy to, że Conte jest zamieszany w aferę z ustawianiem meczów.
"Nie. Z mojej strony jest całkowita solidarność wobec mojego kolegi po fachu Antonio Conte. Nie chciałbym być na jego miejscu. Przykro mi widzieć go na pierwszych stronach gazet. Tutaj nie ma miejsca na polemikę. Łączę sie z nim i jego rodziną. Jego lato nie będzie piękne. Poza tym wierzę w zasadę domniemanej niewinności: w tym momencie ferowanie wyroków jest niewłaściwe. We Włoszech natomiast panuje moda na szukanie sensacji. Próbuję postawić się na miejscu Mimmo Criscito, który został obudzony przez funkcjonariuszy o szóstej rano, podczas gdy przebywał na zgrupowaniu reprezentacji. To scena, której raczej nie zapomni do końca życia. Jasne: jeśli zawinił, powinien zostać ukarany. Ale czy trzeba było jechać z kamerami do Coverciano?"

Dlaczego ktoś ustawia mecze?
"Odpowiedziałem sobie na to pytanie. Są dwie drogi: jedni robią to, bo są chorzy i przeżywają tę grę w sposób patologiczny, inni niestety są zmuszeni i robią to w akcie desperacji".

Zmuszeni? W jaki sposób?
"Podczas dochodzenia nagłówki gazet są oczywiście poświęcone znanym nazwiskom. Jeśli jednak przyjrzeć się wszystkim zamieszanym, widać, że większość z nich to gracze z niższych lig. Znam chłopców, którzy grają w małych klubikach i od miesięcy nie dostają wypłaty. Są trenerzy, którzy żyją z całym swoim sztabem w dwupokojowym mieszkaniu, bo klub nie opłaca wiktu i opierunku. Futbol przeżywa kryzys podobnie jak inne sektory. To nie usprawiedliwia łamania prawa, ale desperacja by przeżyć do końca miesiąca pcha czasem do popełniania błędów. Federacja powinna interweniować i chronić niższe ligi. W przeciwnym razie górę weźmie instynkt samozachowawczy i znajdą się ludzie, którzy będą sprzedawać mecze, aby przeżyć".

Pan obstawia?
"Pochodzę z Livorno - miasta, w którym gra się i obstawia. Byłem pasjonatem wyścigów konnych. Ale ryzykowanie własnych pieniędzy to jedno, a kupowanie i sprzedawanie meczów to zupełnie co innego".

Jak pan skomentuje słowa Gigiego Buffona, który dla usprawiedliwienia dwóch zespołów, które decydują się 'nie grać' meczu i zremisować, powiedział: "lepiej dwóch rannych niż jeden martwy"?
"Buffon mógł sobie darować to niezbyt fortunne stwierdzenie, zwłaszcza w takim momencie. Przypomina mi się widok kibiców Genoy, którzy zmuszają swoich graczy do zdjęcia koszulek, wygrażają itd. Jak nisko upadliśmy? Na stadiony przychodzą rodziny, dzieci. To jest sport i według mnie najpiękniejsza praca na świecie. Kibic - prawdziwy kibic - nie jest upolityczniony. Premier Mario Monti mówi, że futbol powinien się zatrzymać na 2-3 lata. Szanuję go i uważam za porządnego człowieka, ale teraz to odpalił. Futbol zapewnia miejsca pracy. Mamy kryzys i pozbywanie się miejsc pracy nie wydaje się być dobrym pomysłem".

Pomimo kryzysu Buffon wydał ponad półtora miliona euro - prawdopodobnie na zakłady.
"Każdy wydaje swoje pieniądze według własnego uznania. W każdym przypadku w takich chwilach należy odpuścić i pozwolić śledczym robić swoje. Przykro mi z powodu Gigiego, ale powinien ugrzyźć się w język".

Selekcjoner reprezentacji Włoch Cesare Prandelli zaproponował wycofanie Azzurrich z Euro. Popiera pan?
"Nie! Oznaczałoby to, że pozwoliliśmy wygrać tym, którzy chcą zniszczyć świat piłki. Sytuacja nie jest łatwa, ale trzeba iść przed siebie. Chłopcy, nie poddawajcie się".

Czy takie coś sprawia, że przechodzi ochota na trenowanie?
"Tak. Ja za dziesięć lat kończę z trenerką. Zacząłem jako czterdziestolatek, skończę, gdy będę miał 55 lat. Piętnaście lat w zupełności wystarczy, a te wszystkie afery naprawdę odbierają ochotę. Marzę o prowadzeniu reprezentacji - przyznaję to. Co potem? Cóż, mam nadzieję, że będę mógł się cieszyć sukcesami swoich dzieci".

A gdyby dali panu 10 milionów euro za trzy lata pracy w Chinach, jak Marcello Lippiemu?
"Zaakceptowałbym tylko wówczas, gdyby wyzwanie było stymulujące. Lippi jest wielki i nie przejdzie do historii jako najemnik. Nikt nie wspomina, że Marcello oferuje pracę wielu osobom. Zabrał ze sobą cały swój sztab - osoby, które nie pracowały i nie zarabiały. Jest wielki".

Pomówmy o Milanie. Myśli pan wciąż o tym golu Sulleya Muntariego w meczu z Juve, który być może pozwoliłby Milanowi napisać historię na nowo?
"Chciałbym wyczyścić pamięć i już o tym nie myśleć, ale ten obrazek nadal tkwi w moim umyśle. Nie mogę przez to spać. To nadal otwarta rana. Kiedy o tym myślę, zadaję sobie pytanie: 'jakim cudem mogli go nie zaliczyć?'"

Od czego zacznie Milan?
"Od swojego najlepszego nabytku w historii: Adriano Gallianiego. On jest futbolem. To największy znawca w naszym kraju. Rozpoczniemy od jego entuzjazmu, a także od Zlatana Ibrahimovica i Thiago Silvy, którzy zostaną. Stawiam na odrodzenie Alexandre Pato oraz w pełni zdrowych Antonio Cassano i Kevina Prince'a Boatenga. Chcę wygrać Ligę Mistrzów".

Zapomniał pan wymienić Mario Balotellego...
"Nie. Mario nie przyjdzie do Milanu. Mam nadzieję, że dojrzeje. Piłkarska kariera jest krótka. Oby nie musiał żałować popełnionych błędów".

A pan czegoś żałuje?
"Jasne. Czasu zabranego mojej rodzinie, moim dzieciom. Na szczęście jestem na etapie nadrabiania. Nawiązałem wspaniałe relacje z moją córką Valentiną. Chociaż nie znoszę tego, gdy jesteśmy w domu i chcemy obejrzeć film, a ona już na napisach początkowych łapie za telefon, pisze, czatuje, stuka w klawisze... Ja się dekoncentruję i już jest po filmie. Ale taka jest dzisiejsza młodzież. Przy małym Giorgio staram się być tak długo, jak się tylko da".

Proszę wybaczyć panie Allegri, ale co z miłością?
"Miłość jedzie na wakacje, ale na pewno nie powiem gdzie, bo w przeciwnym razie paparazzi nie dadzą mi żyć".


tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone