MASSIMILIANO ALLEGRI DLA LA GAZZETTA DELLO SPORT


Czuje się pan wystarczająco ceniony za te wszystkie wyniki?
"Jeśli Berlusconi i Galliani zdecydują się mnie potwierdzić, będzie to znaczyło, że mnie cenią".

Jednak porozumienia w sprawie nowego kontraktu jeszcze nie osiągnięto...
"Rozmawialiśmy, ale na razie nie ma porozumienia w kwestii kwoty. Ale je znajdziemy. Jeśli mnie potwierdzą, będę szczęśliwy. Sam wiem, co będę musiał poprawić".

Również Capello zaoferowano kontrakt powiązany z wynikami i on odmówił.
"Nie wiem, co mam powiedzieć poza tym, że problem jest natury ekonomicznej. Na pewno nie technicznej, bo Milan jest klubem, który musi zawsze być w czołówce i ja to wiem".

Kiedy słyszy pan, jak Berlusconi stwierdza, iż Milan jest równie silny jak Barcelona, co pan sobie myśli?
"Opieram się na faktach: na ich terenie, na Camp Nou, mogliśmy prowadzić dwoma golami w pierwszych 20 minutach. Nawet jeśli potem mieli absolutną dominację terytorialną, to jednak w rzeczywistości stworzyli niewielkie zagrożenie. Wzmocnieni wyszliśmy przede wszystkim z przegranego rewanżu. Oczywiście nadal są najlepsi na świecie".

Pański kolega Spalletti powiedział, że Milan jest obok Realu jedyną europejską drużyną, która może konkurować z Barcą.
"Dziękuję mu, ale nie można zapominać o Bayernie Monachium, który jest bardzo mocny".

Czy według pana Milan jest postrzegany właściwie, czy może jest zbytnio krytykowany za jakość gry?
"W ostatnich spotkaniach graliśmy źle, ale zespół dobił do końca roku zmęczony i spodziewałem sie problemów: zdawałem sobie z tego sprawę już na podstawie gier treningowych w Milanello. Jednak był to tylko dołek fizyczny. Jeśli chodzi o resztę, słyszę wiele rzeczy, a wiele osób kreuje się na nieomylne... Jednak mnie nie interesuje, co mówią inni. Wiem, gdzie chcę dotrzeć".

Jakie są w tym okresie pańskie relacje z Berlusconim?
"Dobre, nie mam żadnego problemu. Rozmawiamy, dopytuje się o zespół. Również przed spotkaniem ze Sieną dzwonił do mnie, by zapytać, kogo zamierzałem wystawić. Pytał o Inzaghiego: powiedziałem mu, że nie trenował od 45 dni, a w takich warunkach nie mogłem brać go pod uwagę".

Ale niektórzy kibice mają panu trochę za złe kwestię Inzaghiego...
"Rozmawiajmy o rzeczach poważnych. Będzie pewna grupa kibiców, która nie doceni moich decyzji, ale odpowiedzialność spoczywa na mnie i działam dla dobra Milanu. Wygrałem scudetto i Superpuchar przeciwko Interowi i to są rzeczy, które zostają. Nie prowadzę globtroterów, Milan nie jest drużyną pokazową: musimy grać dobrze, ale także osiągać wyniki".

Temu wyjaśnieniu nie można niczego zarzucić, ale kibice żyją również sentymentami.
"Inzaghi tworzył historię futbolu podobnie jak wielu wielkich mistrzów, którzy przewinęli się przez Milan, ale trzeba widzieć sprawy takimi, jakie są. Afektu się nie odbierze, a ja nie pozbawiam nikogo zasług. Po prostu muszę każdego dnia oceniać to, co poszczególni piłkarze mogą mi dać. Życie toczy się przed siebie, bo w przeciwnym razie w piłkę nadal grałby Maradona. Ja w tej chwili jestem trenerem Milanu, a za kilka lat będę w Livorno i będę łowić ryby z pontonu na środku morza".

Brakuje panu Livorno?
"To miejsce związane z uczuciami i rodziną. Ale w Milanello sprawiają, że od pierwszego dnia czujesz się jak w domu".

Odbudowuje pan Milan: ile brakuje do tego, by znów wygrać Ligę Mistrzów?
"To jest rok dojrzewania. Przyszły sezon może być tym właściwym, ale już teraz mamy możliwość spisania się dobrze w Europie".

Przemeblował pan Milan, a nadal upiera się pan przy tym, że nie jest trenerem rewolucjonistą. I twierdzi, że jak dobrze pójdzie, trener nie robi szkód...
"A co mam zrobić - udawać, że wymyślam formuły? Mógłbym obudzić się rano i powiedzieć, że będziemy grać 2-1-2-1-3-1, a co dalej? Takie gadanie jest śmieszne. Na koniec liczy się to, kto wygrał".

Lodowaty i twardy: nie docenił pan przypadkiem Mourinho?
"Mourinho jest dobrym trenerem, który stworzył sobie funkcjonującą osobowość i to należy szanować. Nie ma sensu myśleć, że mógłby być inny niż jest. Ja pracuję po swojemu i jestem pewien tego, co robię w futbolu".

Co się panu podoba w pańskim zespole?
"Dyspozycyjność wszystkich moich chłopców: trafiłem tu na ludzi, którzy od pierwszego dnia chcieli się wykazywać".

Powiedzmy, że dołożył pan tam coś od siebie... A co by pan zmienił w swoim Milanie?
"Musimy poprawić administrowanie meczem i posiadanie piłki, ale to już robimy. We Włoszech dane pokazują, że jesteśmy pierwsi. Poza tym musimy unikać pozwalania na tyle strzałów z 20-25 metrów".

Na święta dogoniliście Juve - tak jak pan obiecał - po pięknym pościgu. Spodziewał się pan, że bianconeri od razu będą tak mocni?
"Wiedziałem, że mają umiejętności, ale zespół, który rozgrywa tyle meczów bez porażki, ma coś wyjątkowego".

Inter odpadł?
"Nie można w to wierzyć, bo Inter to wciąż wielki zespół. Lazio, Udinese, Roma i Napoli też mocno prą. Myślę jednak, że my i Juve pozostajemy faworytami".

Kto jest dla pana symbolem tego roku?
"Mówię Ibra i Thiago Silva, ale to akurat przesądzone, więc dodaję Nocerino. A także Cassano ze względu na to, czego dokonał w pierwszych miesiącach tego sezonu".

Pański Milan odnalazł tę regularność zgubioną w ostatnich latach Ancelottiego.
"To dlatego, że klub postawić na wiele osób z charakterem, a senatorzy przekazali właściwy wkład".

Który piłkarz zrobił u pana największy postęp w tym roku?
"Abate: w minionym sezonie w fazie defensywnej, a teraz poprawia się w ataku. I będzie jeszcze lepszy".

Taiwo twierdzi, że mówi pan zbyt szybko i nie może pana zrozumieć.
"Zwolnię".

Czy we Włoszech zbyt szybko szufladkuje się cudzoziemców?
"Dla cudzoziemców faza defensywna jest we Włoszech bardzo trudna: musisz grać i myśleć. Ale trener musi dać czas, zrozumieć, kto ma umiejętności i pozostawić szanse tym, którzy na nie zasługują".

Kto jest włoskim symbolem roku 2011?
"Di Natale".

A zagranicznym?
"Ibra i Thiago Silva".

Drużyna?
"Nie mogę wskazać na Milan. Powiem Udinese".

Komu dałby pan Złotą Ławkę?
"Mazzarriemu. Głosuję na niego co roku".

Allegri, jest pan szczęśliwym trenerem?
"Szczęśliwym i pierwszym w tabeli".

Niech pan jednak powie prawdę. Te wszystkie okładki, plotki...
"Bardzo mnie wkurzały. Naruszono granicę ostrożności, jaką tworzyłem zawsze wokół mojego życia prywatnego, a potem oceniano również bez zastanowienia i zbyt szybko. Cóż mam zrobić: zdarza się w futbolu, zdarza się w życiu. Ja idę przed siebie. Po swojemu".


tłumaczenie: TomekW
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone