ADRIANA FOSSA DLA FORZA MILAN!


Adriana Fossa opowiada nam o swojej pasji do piłki nożnej i przede wszystkim do Milanu. Od emocji, które przeżywała podczas finału w Manchesterze, po którym przez trzy dni miała ból głowy, do próby przekonania Paolo i Trapattoniego, żeby nadal pozostali w Squadra Azzurra.

20 lat z Milanem, 20 lat wielkiej pasji. Jeśli pasja rodzi się z miłości, a ta miłość nazywa się Paolo Maldini, to nie ma wyboru, Milan jest częścią Twojego życia. Adriana Fossa już prawie od 20 lat jest u boku naszego kapitana, który ożenił się z nią w 1993 roku. Adriana opowiada nam o piłce ze swojego punktu widzenia w sposób spontaniczny i pełen entuzjazmu.


Pamiętasz pierwszy mecz Milanu jaki widziałaś?
Tak, było to spotkanie Milan-Avellino, Paolo strzelił wtedy gola (22 listopada 1987 roku, zakończone zwycięstwem Milanu 3:0 - przyp. red.). Mówię o 1987 roku. Poznałam go tydzień wcześniej i nie wiedziałam nawet, że jest piłkarzem. Powiedzieli mi o tym dopiero później. Po tygodniu znajomości zaprosił mnie na swój mecz zostawiając dwa bilety. Pojechałam wtedy z moją przyjaciółką tramwajem. Byłyśmy ubrane, jakbyśmy jechały na jakiś casting. Ludzie patrzyli na nas, jakbyśmy były z innego świata. To nie było ubranie "na stadion".

Pierwszy raz byłaś wtedy na jakimś meczu?
Nie, tydzień wcześniej poszłam z przyjaciółmi, których poznałam w Mediolanie obejrzeć mecz Interu. Byli to kibice Interu.

Jaki miałaś wcześniej stosunek do piłki nożnej?
Bardzo dobry. Mój ojciec był Włochem i w 1982 roku oglądaliśmy w telewizji Mistrzostwa Świata. Po zwycięstwie Italii nad Niemcami wyszliśmy na ulice świętować razem ze wszystkimi Włochami, którzy mieszkali w Wenezueli.

Paolo twierdzi, że rzadko brakuje Cię na San Siro. Pochłonęła Cię ta pasja do piłki nożnej?
Dokładnie. Za każdym razem kibicuję jakbym była na meczu po raz pierwszy. Mam swoje stałe miejsce od 18 lat i oglądam mecze razem z mamą Paolo. Razem krzyczymy... Ona jest tak samo wielkim kibicem, jak i ja. A nawet jeszcze większym.

Przeklinasz na stadionie?
Raczej nie. Czasami coś mi się wymsknie, ale nigdy nikogo nie obrażam.

Zdarza się, że złościsz się na jakiegoś innego piłkarza Milanu?
Absolutnie nie. Zawsze ich bronię. Przeszkadzają mi ludzie, którzy siedzą obok mnie i kibicują przeciw jakiemuś piłkarzowi Milanu,sami będąc przy tym kibicami Milanu.

Jaki mecz pozostał Ci jeszcze w sercu oprócz tego pierwszego?
Ten zwycięski w Manchesterze.

Wspaniała atmosfera na Old Trafford?
Nawet coś więcej. Graliśmy przeciwko Juventusowi. Byłam wtedy z moim synkiem Christianem i z moim bratankiem, który przyjechał wtedy do mnie z Wenezueli. Także cieszyłam się niesamowicie. Ale dużo wtedy też się nacierpiałam. Po tym meczu miałam ciężki ból głowy przez trzy dni.

Zawsze tak mocno przeżywasz mecze?
Myślałam, że z czasem mi to przejdzie, tak się jednak nie stało. Wielkie emocje towarzyszą zwłaszcza derbom, meczom z Juventusem i w Champions League. Często kończą się one dla mnie bólem głowy.

Wyobrażam sobie jak przeżywałaś tydzień pomiędzy derbami w Champions League, które poprzedzały zwycięstwo w Manchesterze.
Nie był to łatwy okres w naszym domu.

Denerwowaliście się?
Tak, gdyż nieco wcześniej rozgrywane były także derby w Serie A. Muszę dodać jednak, że Paolo jest wspaniały, bo nigdy nie przynosi swoich problemów do domu. Zmartwienia zostawia w Milanello. Do domu zawsze wraca uśmiechnięty.

Dobrze znasz się na piłce?
Bardzo dobrze. Paolo może będzie się śmiał jak to przeczyta, ale często jest tak, że nie zgadzam się z jego ocenami na temat zmian, czy też taktyki. Zawsze wyrażam swoje zdanie.

Czytasz gazety sportowe?
Każdego ranka przed komputerem.

Zdarza Ci się denerwować ze względu na oceny, które są wystawiane Paolo?
Ocen nie czytam nigdy i nawet Paolo ich nie czyta. Nie muszę dowiadywać się od dziennikarzy, czy Paolo grał dobrze, czy źle. Sama zdaje sobie z tego sprawę.

Mecz, który sprawił Ci największy zawód?
Ten w Stambule.

Też miałaś po nim ból głowy?
Tak. Długo płakałam, wiesz dlaczego? Gdyż za każdym razem boję, że to już ostatni finał. A przegrać go w taki sposób denerwuje jeszcze bardziej. Wydawało się, że to bajka: gol Paolo w kilka sekund po rozpoczęciu meczu i radość naszego synka, który siedział na meczu obok mnie... to było coś cudownego. Potem w przeciągu kilku minut wszystko się zawaliło. Nie do wiary. Przypominało mi to trochę finał Mistrzostw Świata w 1994 roku w Los Angeles. Także ten mecz wspominam jako jeden z najgorszych.

Miałaś okazję zwiedzić wiele miast. Które podobało Ci się najbardziej?
Stambuł jest fantastyczny. Podoba mi się to, że z Europy do Azji przemieszcza się w tak krótkim czasie. Podobała mi się także Bruksela, ze względu na krajobrazy. Inne niezapomniane dla mnie miasto to Moskwa. Czerwony Plac pełen śniegu wywarł na mnie ogromne wrażenie.

Którego z przyjaciół Paolo lubiłaś najbardziej?
Często wychodziliśmy gdzieś razem z Sebastiano Rossim. Wspaniały człowiek. Jeszcze do dzisiaj moje dzieci mówią na niego "wujek Seba". Christian ciągle mnie pyta gdzie jest Sheva, bo chce iść z nim razem się pobawić. Są ludzie, którzy na zawsze pozostaną w naszych sercach, a z innymi wciąż się spotykamy, jak z Angelo Carbone czy Roberto Lorenzinim.

W międzyczasie kolejny Maldini dołączył do czerwono - czarnej rodziny.
Szkoda tylko, że Paolo i Christian grają często tego samego dnia.

Jak reagujesz oglądając mecze Christiana?
Przeżywam je tak samo, jak mecze Paolo. Nie jestem taką mamą, która stawia wszystko tylko na piłkę nożną. Chciałabym, żeby Christian rozpoczął kiedyś studia, ale muszę dać mu szanse robić to, co on sam chce. Jeśli ma talent to na pewno zostanie on odkryty. Na razie lubię patrzeć jak gra w piłkę i jak cieszy się razem ze swoimi rówieśnikami.

Szkoła, piłka nożna, każdy dzień ma zajęty?
Dokładnie. Zazwyczaj uczy się w samochodzie, bo na nic nie ma czasu. Kiedy odwożę go na treningi czuje się wolny i jest bardzo zadowolony.

A Daniel?
Ma dopiero 5 lat, ale już też jest w szkółce Milanu. Gra w piłkę sprawia mu przyjemność. Śmieje się, chce ciągle dryblować i zawsze mieć piłkę przy sobie. Co chwila krzyczy żeby mu podać i potem sam nie oddaje jej nikomu.

Jaki jest Twój pogląd na temat Calciopoli? Myślałaś, że taki system może faktycznie funkcjonować?
Wszyscy o tym wiedzieli. Nawet ja, która głowę ma ciągle w chmurach. Jeśli dużo się o tym mówiło zanim wybuchł ten cały skandal, to znaczy, że coś było na rzeczy. Wcześniej czy później musiało to wyjść na jaw. Wszystko było manipulowane. Każdy obwinia dziś Moggiego, ale poza Moggim byli też inni ludzie.

Wcześniej czy później Paolo zakończy swoją karierę. Jak to przeżywasz?
Zawsze się z nim sprzeczam. Nie chciałam żeby przestał grać w reprezentacji. Byłam temu przeciwna i dwa razy prosiłam go, żeby wrócił. Byłam zgodna z Trapattonim. Nie powinien kończyć swojej reprezentacyjnej kariery po tak nieuczciwym meczu (chodzi o mecz z Koreą Płd. na Mistrzostwach Świata w 2002 r. - przyp. red). Zasługiwał na coś więcej. Selekcjoner zwrócił się do mnie z prośbą: "Adriana pomóż mi". Odpowiadałam mu: "Ty też mi pomóż". Nawet Lippi do niego dzwonił, kiedy objął reprezentację.

A on ciągle odmawiał?
Także wtedy próbowałam go jeszcze przekonać. Ale nie było to możliwe. Mówił, że to by było nieuczciwe w stosunku do Trapattoniego. Potem doznał kontuzji i musiał poddać się operacji. Gdyby nie to... to kto wie. Może zagrałby po raz kolejny na Mistrzostwach Świata.

Jakie wrażenie sprawiło na Tobie zwycięstwo w Berlinie?
Będę uczciwa. Było mi naprawdę bardzo przykro, że nie było tam Paolo, ale byłam oczywiście szczęśliwa ze względu na jego przyjaciół i na Italię.

Teraz masz kolejną misję. Przekonać Paolo, żeby grał z nami kolejny rok.
Mam nadzieję, że będzie kontynuował karierę. Mówiłam mu to tysiąc razy. Nie ma już tych kolan, co kiedyś, ale sił mu nie brakuje. Także dzieci prosiły go, żeby jeszcze nie kończył. Odpowiedział im: "Dobra, zrobię to dla was". Mam nadzieję, że nie zmieni zdania.


tłumaczenie: Sonar
 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone