CHRISTIAN ABBIATI DLA LA GAZZETTA DELLO SPORT


Pchła w uchu nie powinna przerażać. Może najwyżej drażnić. Jednak w ostatnich dniach uszy Christiana Abbiatiego muszą bronić się przed pchłą, która wygląda jak słoń. Im bliżej meczu, tym pchła staje się większa. Messi, Messi, Messi: narastające echo. To normalne: Abbiati jest bramkarzem, który jutro wieczorem znajdzie się naprzeciw najlepszego napastnika na świecie. Jednak Christian, który ma 34 lata i w karierze wygrał wiele trofeów, podchodzi do tego z dystansem wynikającym z doświadczenia: "Ok, będę musiał poradzić sobie z Messim. I co z tego? Przecież nie mogę go zastrzelić..."

Ale uwaga: czerwono-czarny numer jeden nie jest zrezygnowany. Jest po prostu fatalistą. Dla Leo rezerwuje właściwą uwagę, ale bez bicia pokłonów: "Modlić się przed spotkaniem z nim? Ja modlę się w kościele, nie na boisku". Krótko mówiąc, nie przesadzajmy. Pod zieloną skórą kosmity kryje się przecież istota ludzka. Zresztą myślenie tylko o nim byłoby umniejszające. Abbiati przez lata nauczył się patrzeć na futbol z równowagą i wie, że zdarzają się wyczyny. Jak ten po strzałach Gervinho i Van Persiego w Londynie przeciwko Arsenalowi. Jeśli Milan wszedł do klubu ośmiu europejskich piękności, wiele zawdzięcza swojemu bramkarzowi.

Abbiati, czy ta podwójna interwencja przy stanie 0-3 była najważniejszą paradą w sezonie?
"Powiedzmy, że jest tą, która pozostała taką w oczach wszystkich. Dla mnie natomiast interwencją roku była ta z pierwszego meczu po woleju Van Persiego w drugiej połowie. Mogło się skończyć 3-1 i odpadlibyśmy".

Gdyby Messi strzelił panu gola, mało kto by pana obwiniał.
"Wiem doskonale, że mam przed sobą najlepszego ze wszystkich, ale Barcelona to nie tylko Messi. To zespół zwarty i kompletny".

Bez wątpienia. Jednak nalegamy: co myśli bramkarz, kiedy ma go przed sobą?
"To nie jest pojedynek pomiędzy mną a nim. Tak jak Messi nie ogląda się na obrońców, z którymi się mierzy, tak i my nie skupiamy się tylko na Leo Messim".

Zgoda, ale niech nam pan wyjaśni, jak go zatrzymać. Analizował pan jego grę?
"Przy takim zawodniku można analizować jedynie rzuty karne i wolne. W kwestii całej reszty jako piłkarz kompletny jest nieprzewidywalny".

Czy jest ktoś, kto może wyrwać mu Złotą Piłkę?
"Powiedziałbym, że nie. Jest o ten szczebelek wyżej niż wszyscy. Na drugim miejscu stawiam Ibrę, a na trzecim Cristiano Ronaldo".

A propos Ibrahimovica: jak zwykle oczekuje się, że wreszcie zaskoczy także w Europie.
"Wszyscy oczekują, że to będzie jego meczu i że zdoła zrobić różnicę. My również. Mam tylko nadzieję, że to nie będzie mecz Abbiatiego..."

Jak uniknąć tego, by obawy stały się rzeczywistością?
"Oni stwarzają po dwadzieścia okazji w meczu, więc musimy umieć wykorzystać nasze szanse. W grupie zagraliśmy dwa świetne spotkania, choć w pierwszym za bardzo cierpieliśmy. Pomijając wynik, meczem odniesienia musi być dla nas to drugie spotkanie grupowe".

A w przełożeniu na taktykę?
"Nie martwić się na zapas i zaatakować ich wysoko. To bardzo męczące, ale również efektywne. Również dlatego, że biega się mniej do tyłu".

Jak bardzo wierzy pan w to, że się uda?
"Z dwóch meczów grupowych wynosimy wielką wiarę, bo zdaliśmy sobie sprawę, że graliśmy jak równy z równym. I na równych zasadach zaczniemy również ten ćwierćfinał. Nie zaczynamy na straconej pozycji, lecz z 50% szans. W końcu nazywamy się Milan".

Milan pełen łat. Kiepska sprawa z Thiago Silvą.
"Rok temu też byliśmy poobijani. Myślę, że to dość normalna sytuacja, kiedy gra się co trzy dni. Nie czuję potrzeby przyłączania się do tych, którzy biją na alarm".

Dyskutuje się dużo o tym, czy należało wystawiać Thiago Silvę z Romą.
"Spróbował, powiedział, że czuje się na siłach i zagrał. Wziął na siebie odpowiedzialność i nie sądzę, by Allegri go zmuszał. Ostatnie słowo powinno należeć do piłkarza. Mi też zdarzało się w przeszłości ryzykować. Zależy, jak kto się czuje. Thiago jest najlepszym obrońcą świata, ale cała nasza defensywa jest formacją na wysokim poziomie. Weźcie takiego Bonerę, który często jest zbytnio lekceważony, a kiedy był potrzebny, zawsze spisywał się dobrze".

Jak rozwinęły się relacje drużyny z Allegrim? Wydaje się, że w tym roku było trochę więcej problemów.
"Nasze relacje są takie same jak przed rokiem i to samo dotyczy równowagi. Wciąż postrzegamy go jako 'starszego' piłkarza. Jest jednak rzeczą oczywistą, że komuś, kto pięć razy z rzędu ląduje na trybunach, jest ciężko się z nim witać..."

Zgadza się pan ze swoim trenerem, kiedy utrzymuje, że potrzeba cyklu 2-3 lat, aby być konkurencyjnym w Europie?
"Tak, potrzeba czasu. Już teraz mamy potencjał, by osiągnąć maksymalny cel. W tym roku uczyniliśmy już wielkie postępy, a przyszły będzie tym właściwym, by być konkurencyjnym na najwyższym poziomie. Hiszpanie są mocni, ale nasz futbol daje inne bodźce: u nich na początku sezonu nie wiesz, czy wygra Real czy Barca, podczas gdy u nas masz co najmniej trzy opcje 'historyczne' plus paru outsiderów. Jest rywalizacja, która potem zmienia się w polemikę, tak jak w przypadku tej z Juve: czasem mówi się za dużo, można się obejść bez tego".

tłumaczenie: TomekW



© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone