"Zdarzyło się w styczniu"
"Forza Milan!" 01/2003
autor: Carlo Pellegatti

W wieku 16 i pół lat w Serie A zadebiutował aktualny kapitan Milanu, niespodziewanie włączony przez Liedholma do meczowej kadry na spotkanie wyjazdowe z Udinese. Debiut szczęśliwy, poprzedzony czteroma dniami śnieżycy, która paraliżowała Mediolan. Szwedzki trener od pierwszej chwili słusznie zauważył: "Gra bardzo inteligentnie taktycznie, może przewyższyć osiągnięcia ojca."

Wszystko zaczyna się około 15.40 tego 13. stycznia 1985 roku. Milan przegrywa już 0:2 z Como na San Siro. Corneliusson, Fusi, Matteoli, Guerrini i inni dobrali obuwie do gry na ciężkim terenie, podczas gdy rossoneri wydawali się ślizgać niczym mali chłopcy chcący ślizgać się w skórzanych butach na jeziorze z 'Gorky Park' w Moskwie. Na początku drugiej połowy temperatura podnosi się powyżej zera i z nieba zaczynają opadać płatki śniegu. Ludzie opuszczają stadion zawiedzeni tym, co zaprezentowali podopieczni Liedholma. 'Stalowy kołnierz' Hateley i 'Indiana Jones, drapieżnik utraconych piłek' Virdis ani razu nie zatrudnili Giulianiego. Mądrość Wilkinsa i talent Verzy nie rozgrzały 45000 kibiców obecnych na trybunach. Ulice przed stadionem mienią się już bielą. Powoli, ślimaczym tempem docieramy do domu, z westchnieniem ulgi odstawiamy auto do garażu. W samą porę. Nie wyciągniemy go stamtąd przez 4 dni! Tak, gdyż Mediolan zostaje pokryty i zatopiony przez najbardziej niewiarygodną, długą i intensywną śnieżycę w swojej najnowszej historii. Z szarego nieba spadają coraz większe płaty śniegu, spadają, spadają.. Ruch uliczny jest sparaliżowany. Działają tylko metro i podmiejska kolej Ferrovie Nord, podczas gdy nieliczne tramwaje ślizgają się w miejscu na szynach jak gdyby nie chciały zburzyć białej ciszy, która ogarnęła miasto. Piłkarze docierają do Milanello tylko dzięki autokarowi, przekazanemu do dyspozycji klubu przez miasto, który wyrusza każdego ranka z piazzale Lotto. W centrum treningowym brakuje tylko Czerwonej Kurtyny i białej niedźwiedzicy, by przeistoczyło się w Koło Podbiegunowe. Z wielkim trudem pracownikom udaje się odśnieżyć płytę boiska, by zespół mógł przygotować się do czekającego go spotkania w Udine. Od początku sezonu z pierwszym zespołem trenuje 16 i pół letni chłopak o znaczącym nazwisku. Nazwisku, które przywodzi do głowy Puchar Mistrzów wzniesiony na Wembley 22 lata wcześniej: Maldini. To Paolo, syn Cesare, kapitana tego wspaniałego Milanu, który przeszedł do historii. O młodym spadkobiercy tego zacnego rodu zaczyna się już mówić w pochlebnym tonie. Prorokowano jego debiut w październiku przeciw Cremonese. Liedholm wypróbował go w sparingu w Cassana d'Adda, wydawało się, że wystawi go do wkrótce składu, lecz odłożył to w czasie.

To był trudny tydzień dla członka artystycznej rodziny. Starał się trenować na tym ciężkim terenie, który ledwo nadawał się do użytku. Catello Cimmino, jego kolega z zespołu Primavery, pożyczył mu buty najbardziej nadające się do treningu na lodzie, ale okazały się za małe. Paolo zaciska zęby, ale w piątek na stopach pojawiają się pęcherze, a paznokcie zaczynają sprawiać ból. Ale on nic nie mówi i, jak miało to już miejsce kilka razy wcześniej, Liedholm powołuje go na wyjazd z Udinese. Śnieżyca opóźniła jego szlif, ale czy będzie dalej padać? Jak dotrzeć na spotkanie na Friuli. Takie pytania towarzyszyły mi w przeddzień spotkania. Nie mogłem z pewnością nie komentować tego spotkania dla radia. To jest mój szalenie przyjemny obowiązek, mam nadzieję również dla kibiców Milanu zasiadających naprzeciw kominków pokrytych mohair (rodzaj koziej wełny - przyp. dez), denerwując się o Chłopców. Na szczęście mam wspaniałego przyjaciela, Mario Viazzo, wielkiego kibica Milanu, który nie opuszcza ani jednego spotkania ulubieńców i nie przejmuje się kilkumetrową warstwą śniegu. Ma rację. Autostrady znajdują się w znakomitym stanie, a ogrzewanie w jego mocnym BMW pozwala zapomnieć nam, że na zewnątrz temperatura ledwo zahacza o zero.

Stadion w Udine jest wypełniony po brzegi pomimo panujących warunków atmosferycznych. Mieszkańcy Frulli są wielkimi pasjonatami piłki, a fani Milanu mieszkający w okolicy nigdy nie opuścili Chłopców w tamtych latach. Spotkanie rozpoczyna się źle. W 11' Selvaggi wykorzystuje moment nieuwagi w defensywie Milanu i zdobywa bramkę. Liedholm musi radzić sobie bez pięciu podstawowych piłkarzy i powołuje na to spotkanie pięciu zawodników Primavery: Turriniego, De Soldę, Cimmino, Giuntę i Maldiniego. W przerwie spotkania trener podchodzi właśnie do Maldiniego i mówi mu: "Chłopcze, rozgrzewaj się!". On, w tej chwili i czasie, nie zdawał sobie jeszcze sprawy z tego co się miało wydarzyć. Niemal mechanicznie zaczyna biegać wykonując ćwiczenia rozgrzewające mięśnie, ale później po pytaniu trenera "Wolisz grać na prawej, czy lewej stronie?", pochłonięty wysiłkiem pojmuje, że nadeszła jego wielka chwila. Wchodzi w miejsce Battistiniego i ustawia się na prawej stronie, pozycji, na której gra także w Primaverze. W drugiej połowie Milan przyciska Udinese i dzięki instynktowi Hateleya, który zaskakuje obronę Udinese, udaje mu się wyrównać. Maldini rozgrywa spotkanie uważnie, nie popełniając błędu pomimo bólu stopy.

Od tego dnia jest najmłodszym debiutantem w Milanie i drugim najmłodszym we włoskiej piłce. Tylko Gianni Rivera zadebiutował, nie mając jeszcze szesnastu lat, w młodszym wieku. Miało to miejsce w Alessandrii, 2. czerwca 1959 w spotkaniu Alessandria - Inter. Ocena Liedholma była pozytywna: "Pomimo młodego wieku widać już inteligencję w jego grze. Ma przed sobą wielką przyszłość. Może wyrównać, a nawet prześcignąć osiągnięcia ojca." "To kompletny piłkarz" mówi tata, Cesare. "Gra znakomicie obiema nogami, stawia krótkie kroki, co w grze obrońcy jest ważną sprawą." Wszystkie zapiski w notatniku w kolejnym tygodniu są poświęcone tylko temu. "Było wspaniałą sprawą otrzymać gratulację od kolegów ze szkoły", to jego pierwsze słowa. Paolo uczęszcza do trzeciego liceum naukowego mediolańskiego instytutu 'Volta', ale tego poniedziałku 21. stycznia 1985 r. wolał nie iść do szkoły, gdyż zaplanowany był ciężki sprawdzian. Nie chciał splamić swoich dokonań szkolnych, musząc opuszczać zajęcia z powodu wyjazdów z Primaverą, później pierwszym zespołem. "Na początku nazwisko, które noszę stanowiło pewien balast, ale później przyzwyczaiłem się do tego. Mam nadzieję, że zademonstrowałem, że jestem czegoś wart. Jeśli Liedholm będzie mnie jeszcze potrzebował jestem gotów. A nawet bardzo gotów!". Nie tylko Liedholm go potrzebował, ale cały Milan przez kolejne dwadzieścia lat. I właśnie w Udine, 19. stycznia 2003, zdmuchnął osiemnastą świeczkę, 18 wspaniałych lat, nad którymi można się zachwycać, dziwić, oczarowywać w oczekiwaniu na świętowanie kilka tygodni później historycznego celu 500 spotkań ligowych w barwach Milanu. Wszystko rozpoczęło się w tym tygodniu, który wzburzył Mediolanem i Milanem!

20.01.1985 Udinese - Milan 1:1

tłumaczenie: dezali



© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone