Ja, Ibra - zamów przed premierą!
 


"Zdarzyło się w październiku"
"Forza Milan!" 10/2003
autor: Carlo Pellegatti

1969 rok zaowocował pierwszym tytułem klubowego mistrza świata dla Milanu po prawdziwej bitwie z Estudiantes, które w Buenos Aires od pierwszej do ostatniej minuty atakuje naszych Chłopców. Najbardziej obrywa się Pierino Pratiemu i Nestorowi Combinowi, który kończy wieczór w areszcie pod zarzutem opierania się obowiązkowi odbycia służby wojskowej.

18. sierpnia przed rokiem Gianni Rivera ukończył 60 lat. To piłkarz, który towarzyszył ostatniemu półwieczu, od lat młodzieńczych, aż po pełną dojrzałość. To on jest piłkarskim znakiem rozpoznawczym lat sześćdziesiątych w wykonaniu rossonerich, lat najpiękniejszych, naszej młodości. Oczywiście także w późniejszym czasie podarował nam wiele pięknych chwil, zagrań, zwycięstw, aż po 1979 rok, kiedy zawiesił buty na kołku.

Mogliśmy napisać o nim w tej rubryce już we wrześniu, wspominając jego grę na inaugurację sezonu 1969-70. Przypominacie sobie? Mieliśmy zagrać z Brescią 14. września, ale spotkanie zostało przełożone z powodu deszczu. Rozegrane zostało w następną środę i Gianni zabłysnął 3 dni później zdobywając 4 bramki w pierwszej połowie. Pierwszą w 7. minucie wolejem lewą nogą, podwyższył w 13. minucie precyzyjnym uderzeniem z rzutu wolnego tuż pod spojenie słupka z poprzeczką. W 34. minucie zamienił na bramkę jedenastkę, by wreszcie w 43. minucie po podaniu Giorgio Rognoniego kolejnym strzałem lewą nogą, a jakże, z woleja, zwiększyć swój dorobek do czterech trafień.

Woleliśmy jednak przybliżyć jedno z najbardziej cennych zwycięstw Milanu Riviery: te, które podarowało nam pierwszy Puchar Interkontynentalny, w październiku tego niezapomnianego 1969 roku. Przeciwnikiem była więc, podobnie jak będzie to miało miejsce w tym roku w Japonii, drużyna argentyńska, która sięgnęła już po to prestiżowe trofeum rok wcześniej, pokonując Manchester United.

Pierwszy mecz przypada na 8. października. Mecz ma taką samą, jak przy każdym innym ważnym wydarzeniu, cudowną oprawę i 80 tysięcy widzów przeżywa niezapomnianą piłkarską ucztę, urozmaicaną zagraniami Chłopców'69. Bohaterem wieczoru jest Angelo Benedicto Sormani, włosko-brazylijski napastnik, który koronuje serię błyskotliwych występów, których początek sięga jeszcze poprzedniego sezonu. Pewni wygranej, Argentyńczycy pojawiają się na boisku by sprawdzić stan murawy, z bramkarzem Polettim, który bez ogródek wymachuje szalem Interu, w towarzystwie potężnych gwizdów, jakie być może nigdy na dawnym obiekcie przy via Piccolominini nie były słyszane. To jednak jedyne gwizdy tego wieczoru, gdyż dominować miały owacje i aplauzy. Począwszy od 7. minuty, gdy Sormani, obsłużony dokładnym zagraniem przez Pierino Pratiego, głową umieszcza piłkę pomiędzy słupkiem a bramkarzem rywali dając Milanowi prowadzenie. Milan dominuje i właśnie nowo pozyskany Francuz o korzeniach argentyńskich, Nestor Combin, pod koniec połowy otrzymuje precyzyjne podanie od Romano Fogliego, który gra jak natchniony tego wieczoru, i pokonuje wychodzącego bramkarza, uderzając na pustą bramkę. Końcowe 3:0 na 20 minut przed ostatnim gwizdkiem ustala ponownie Sormani, który mknie prawą stroną i pokonuje strzałem z ostrego kąta nieszczęsnego Polettiego, któremu szal Interu z pewnością nie przyniósł szczęścia.

14 dni później Milan leci do Buenos Aires, po długiej podróży DC 8 liniami KLM wyczarterowanym okazyjnie. Lądowaniu towarzyszy aplauz licznych Włochów zamieszkujących Argentynę, którzy postarali się, by Chłopcom Rocco nie zabrakło bliskich barw. Rocco powraca do Ameryki Południowej na mecz o Puchar Interkontynentalny sześć lat po porażce z Santosem, porażce skandalicznie spowodowanej haniebnym sędziowaniem argentyńskiego arbitra Brozziego. Z tamtego zespołu, obok trenera pochodzącego z Triestu, zostali jeszcze Rivera, Trapattoni i Lodetti przygnębiony sposobem, w jaki potraktowała go część publiczności poprzedniej niedzieli, na San Siro przy okazji porażki z Romą. Nasz drogi "Basletta" nie jest w stanie zasnąć podczas lotu, ale zostanie później jednym z bohaterów niezapomnianego i zarazem absurdalnego spotkania. Niezapomnianego, gdyż Milan zostanie klubowym mistrzem świata pomimo porażki 1:2, absurdalnego, gdyż tego wieczoru byliśmy przed czarno-białymi telewizorami świadkami jednego z najokrutniejszych ataków na człowieka w historii futbolu.

Spotkanie od samego początku staje się gorące dzięki brutalnym wejściom Aguirre Suareza i Manery. Milan nie traci głowy i szybko obejmuje prowadzenie dzięki przebłyskowi Rivery. Kapitan walczy, w tym piekle, które szybko przeistacza się w raj dla Milanu, wymieniając piłkę z Combinem i wychodząc sam na sam z Polettim. Bramkarz chce go powstrzymać rzucając się w stylu Hulka, ale Golden Boy mija go z elegancją, ląduje prawie na linii końcowej boiska, jeszcze chwilę czeka i uderza na bramkę dokładnie pomiędzy obrońcą, który pojawia się w bramce, a słupkiem. Estudiantes zrywa się do walki, wyrównując i zdobywając bramkę na 2:1 jeszcze przed końcem pierwszej połowy. Zestawiony przez Rocco zespół wydaje się zbyt miękki, z Lodettim, Foglim i Riverą, ale chłopcy trzymają się także w drugiej połowie darując nam kolejny wielki sukces.

Jak do tej pory mówiliśmy tylko o piłce, czas przejść do zabójczych kopnięć, zdradzieckich uderzeń, ciosów w nerkę. Antybohaterami wyrzuceni z boiska Aguirre Suarez i Manera, ale także podły Poletti, który kopnie w plecy Pierinio Pratiego, leżącego już półprzytomnie na murawie po tym, jak otrzymał cios w twarz od Manery. Z reporterskiego obowiązku dodam, że napastnik Milanu nie będzie już mógł kontynuować gry i zostanie przeniesiony do szatni, będąc nie w pełni świadom co się wokół niego dzieje. Aguirre Suarez zachowuje się jeszcze gorzej, uderzając łokciem Combina i tym samym łamiąc mu nos. Krew, wszędzie krew, na obrzmiałej twarzy i na białej koszulce, koszulce wielkich zwycięzców. Możemy stwierdzić, że maska jaką założył Nestor, która na pewien czas oszpeciła jego twarz, stanowi znakomite zobrazowanie tego wieczoru, wieczoru, który dla francuskiego Argentyńczyka nie kończy się na boisku, gdyż po zakończeniu spotkania przed szatnią pojawia się czterech policjantów i aresztują go trzymając w ręku dawny nakaz zatrzymania za uchylanie się od służby wojskowej. Combin odsłużył wojsko we Francji i zgodnie z porozumieniem zawartym pomiędzy Francją, Włochami, Argentyną i Hiszpanią nie złamał prawa. Jedynym jego błędem było nie przekazanie odpowiednich dokumentów władzom argentyńskim, co kosztowało go noc spędzoną w areszcie. Nieporozumienie zostaje wyjaśnione i Milan może wyruszyć w drogę powrotną. Na pokładzie samolotu nowo kreowani mistrzowie, którzy nie mieli okazji świętować w Buenos Aires z powodów przytoczonych powyżej, zostają podjęci przez załogę KLM tortem, który kroi Rivera, a na którego głowę ktoś nakłada królewską koronę. Obok niego Nereo Rocco, prezydent Carraro, wspaniali bohaterowie z Bombonery (stadion Boca Juniors - przyp. dez), obolali, ale szczęśliwi, wielcy przodownicy tego Milanu, po raz pierwszy zasiadającego na szczycie świata.

Zakończę niczym w amerykańskich filamch trzema następującymi po sobie napisami końcowymi: Aguirre Suarez zostaje zdyskwalifikowany na 30 ligowych kolejek i na 5 lat w rozgrywkach międzynarodowych. Manera zostaje zawieszony na 20 kolejek ligowych i 3 lata w rozgrywkach międzynarodowych. Poletti zostaje aresztowany przez policję po zakończeniu spotkania i federacja argentyńska dyskwalifikuje go dożywotnio.

08.10.1969 Milan - Estudiantes La Plata 3:0

22.10.1969 Estudiantes La Plata - Milan 2:1

tłumaczenie: dezali



© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone