![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
www.paoloziliani.it - Scripta manent (12.03.2007) autor: Paolo Ziliani |
|||
![]() |
||||
|
Pomimo dumy pokazanej w Lidze Mistrzów, drużyna Ancelottiego chyli się ku swemu schyłkowi na oczach wszystkich: ale czy także jego mocodawców? Gdyby Brigitte Bardot była Włoszką, to po kampanii przeciwko rzezi wielorybów mogłaby się poświęcić duszą i ciałem kolejnej humanitarnej inicjatywie: kampanii przeciwko niszczeniu Milanu. Niszczenie Milanu to prawdziwy fenomen - pozornie niewytłumaczalny - rozpoczęty przed 652 dniami, a dokładniej wieczorem 25. maja 2005, kiedy w Stambule rozgrywano finał Ligi Mistrzów pomiędzy Milanem i Liverpoolem. Jak większość pamięta, był to najbardziej niesamowity finał od chwili wymyślenia piłki nożnej: najpiękniejszy w historii Milan zakończył pierwszą połowę wynikiem 3-0 (Maldini, Crespo, Crespo), myślał, że już wygrał, wrócił na boisko roztargniony, dał sobie wbić 3 gole w 7 minut, próbował odzyskać kontrolę nad meczem, ale piłka już nie chciała słyszeć o tym, by wpaść do bramki Dudka. W ten sposób doszło do rzutów karnych, Anglicy byli lepsi i Puchar pojechał do Anglii. Gwoli ścisłości: Milan wygrał Ligę Mistrzów dwa lata wcześniej, w Manchesterze, rzutami karnymi pokonując Juventus, ale nie grał dobrze i nie wydawał się być silny jak Milan 2004/05 - ten z wariackiej nocy w Stambule.Tak więc: od 25. maja 2005 (swoista odmiana 5. maja pomnożona przez 5 - wracają także rachunki!), Milan Carlo Ancelottiego - prawdziwy hymn ku chwale piłki nożnej z magiczną formułą pomocy złożonej z Gattuso, Pirlo, Seedorfa i Kaki, z dwoma bocznymi obrońcami w osobach Cafu i Maldiniego oraz z nienasyconym i nieomylnym egzekutorem Shevchenko - rozpadł się na drobne kawałki. Ten Milan, który mógł sobie pozwolić na luksus trzymania Rui Costy na ławce i odesłania na trybuny w dniu tego finału Inzaghiego, bo na boisko wyszli Shevchenko i Crespo (2 gole), a wśród rezerwowych wystarczał Tomasson; ten Milan, który niemalże otarł się o Perfekcję (w pierwszej połowie w Stambule Kaká grał tak, jak nie potrafiliby nawet Rivera i Cruijff scaleni ze sobą w laboratorium); ten Milan w 652 dni, które upłynęły, stał się dość szybko przeciwieństwem samego siebie. A teraz, podążając za już minioną chwałą, miota się desperacko w poszukiwaniu straconej tożsamości w meczu przegranym już na starcie. Powiedzmy, jak wyglądają sprawy. Milan plącze się, bo dzisiejsi zawodnicy są starsi, bardziej zmęczeni i gorsi od tych, którzy uczynili go wielkim w złotym okresie Ancelottiego: cyklu, krótkim lecz intensywnym, rozpoczętym 28. maja 2003 na Old Trafford w Manchesterze i zakończonym 25. maja 2005 na stadionie Ataturk w Stambule z łupami w postaci jednej Ligi Mistrzów, jednego scudetto, jednego Superpucharu Europy i jednego Pucharu Włoch. Plus przegrany jeden Puchar Interkontynentalny i druga Liga Mistrzów. Starsi, bardziej zmęczeni, gorsi. Z całym szacunkiem dla piłkarzy - dla mistrzów - którzy tworzyli historię piłki nożnej, prawda dla Milanu jest właśnie taka. To Milan, który trzyma w swoich szeregach Costacurtę (40 lat i 11 miesięcy), Maldiniego (38 lat i 9 miesięcy), Cafu (36 lat i 9 miesięcy), Serginho (35 lat i 9 miesięcy), Favalliego (35 lat i 3 miesiące), nie wspominając już o dziadku Fiorim i kilku innych po trzydziestce. To Milan, który w ostatnich okienkach transferowych łudził się, że może się wzmocnić, stawiając na 35-letniego Favalliego, niemal 31-letniego Oddo, 30-letniego Storariego, na Oliveirę (sic!), Bonerę i Gourcuffa (praktycznie ignorowanego przez Ancelottiego) i w końcu Ronaldo (ale Fenomeno zasługuje na osobny wątek). To Milan, który dopiero co ogłosił przedłużenie kontraktów 31-letniego Seedorfa (do 2011), 34-letniego Kalaca (do 2010) i 33-letniego Didy (do 2010), czyli zawodników, którzy w dużej mierze dali już z siebie to, co mieli najlepszego, i którzy już dziś, a nawet już wczoraj, byli w wyraźnej fazie schyłkowej. Jeśli dodać do tego fakt, że zeszłego lata Shevchenko został sprzedany do Chelsea za 45 milionów (z czego połowę wyrzucono na zakup Oliveiry, który jest wart mniej niż Pozzi z Empoli); że Gilardino i Inzaghi, pozbawieni Shevy, ulegli nieprzewidzianemu, lecz ewidentnemu procesowi "zniedołężnienia"; że Kaká, jedyny niezrównany w najlepszym momencie swojej kariery, jest zmuszony do tego, by próbować w pojedynkę wygrywać każdy mecz, niezależnie od tego, czy to Ascoli czy Celtic; że stara gwardia - Cafu, Serginho, Maldini - przestała być potężnymi mistrzami i demonstrują, że tramwaj ich kariery zbliża się już do zajezdni; jeśli dodać to wszystko, to otrzymacie właśnie ten Milan, który mamy przed sobą. Milan, który Roma rozbija swoją grą niczym kręgle i to na San Siro, a nie na Olimpico. Milan, który poci się przez 210 minut przeciwko skromnemu Celticowi, czekając na majstersztyk swego jedynego człowieka, który jest w tej stanie dokonywać cudów (mowa o Kace). Milan, który próbuje zębami i pazurami wygrać derby - albo chociaż pokazać się z dobrej strony - ale zostaje zdemolowany przez silniejszy, młodszy, bardziej rozpędzony i bardziej zdecydowany Inter. Milan, który po 27 kolejkach dryfuje w odległości 33 punktów za pierwszym w tabeli Interem. Może rzeczywiście trzeba go rozciągnąć na łóżeczku i kazać powiedzieć 33! Dla jasności: nikt nie podważa faktu, że Milan, jako jedyny klub w Europie, dotarł do ćwierćfinałów Ligi Mistrzów piąty sezon z rzędu. Nikt nie podważa wielkości klubu, który w najtrudniejszych i najbardziej prestiżowych rozgrywkach dociera dwa razy do finału (raz wygrywając i raz przegrywając) i raz do półfinału w ciągu ostatnich pięciu lat. Nikt nie podważa wagi obecności Milanu w najlepszej ósemce Ligi Mistrzów, jako jedynego z zeszłorocznych ćwierćfinalistów. To, co Milan robi, pomimo wieku, kontuzji i problemów, jest rzeczą wielką i nikt nie może tego zanegować. Właściwym jednak byłoby zapytać działaczy, czyli Gallianiego i Braidę (a może pytanie trzeba skierować do Berlusconiego?), czy kurs, który Milan obrał po stambulskiej nocy, jest tym właściwym, czy może jednak nie. Bo dla nas - nawet jeśli Ancelotti zdoła wyeliminować Bayern i po raz kolejny awansować do półfinału - ścieżka, którą idzie Milan, wydaje się być doprawdy ślepym zaułkiem. tłumaczenie: TomekW |
||||
![]()
|
||||
|
© Copyright 2002-2012 by ACMilan.PL :: Wszelkie prawa zastrzeżone |