Wizyta w Milanello, 13 września 2012



Do Włoch wybrałem się 2 września na dwutygodniowe wakacje. Niestety pechowo się złożyło, że podczas mojego pobytu Milan nie grał żadnego meczu ligowego (przerwa na reprezentacje, sobotni mecz z Atalantą 15 września musiałem obejrzeć już w Polsce). W związku z tym postanowiłem maksymalnie wykorzystać to, co zostało poza meczem. Odwiedziłem więc stadion San Siro, muzeum klubowe oraz wybrałem się do centrum Milanello. Wizyty na San Siro długo opisywać nie będę. Mogę tylko napisać, że (znów pechowo) tego dnia, którego zawitałem do Mediolanu, szatnia Milanu była zamknięta dla zwiedzających z powodu prowadzonych prac remontowych. Kilka fotek przed, kilka na stadionie, kilka w muzeum, runda po San Siro z przewodnikiem i tyle.

Do Milanello wybrałem się autem w czwartek 13 września (z miejsca gdzie 'stacjonowałem' to jakieś 40 km). Od zaprzyjaźnionego Milanisty z Włoch uzyskałem informację, że najprawdopodobniej nasi ulubieńcy rozpoczną popołudniowy trening o godzinie 16 i mniej więcej wtedy pojawiłem się pod bramą ośrodka. Czekało tam już ok 40-50 osób, w tym kilku dziennikarzy Sky. Jak się okazało, pierwsza drużyna o godzinie 16... zakończyła trening. Jednak, jak można było wyczytać na kartce przy bramie wjazdowej, był on zamknięty i niedostępny dla publiczności. Wybrałem się na mały spacerek wzdłuż ogrodzeń Milanello i udało mi się podpatrzeć jak trenuje zespół Primavery.

Po chwili wróciłem pod bramę ośrodka, by oczekiwać z innymi kibicami na wyjazd piłkarzy Milanu. Dość szybko jako pierwszy pojawił się Pato. „Kaczor” niczym błyskawica wyjechał swoim niepozornym Smartem z przyciemnionymi szybami i... tyle go było widać. Na kolejnego piłkarza przyszło czekać dość długo. Zrobił on za to piorunujące wrażenie swoim samochodem. Czarne, matowe Lamborghini Sulleya Muntariego wydawało odgłosy niczym statek kosmiczny. Pomocnik od razu zatrzymał się pośród kibiców i chętnie rozdawał autografy. Kolejnym zawodnikiem był Montolivo, który również z uśmiechem i spokojem zaspokoił prośby kibiców. Jak pewnie każdy kibic Milanu szybko zauważy, jako pierwsi bazę opuścili piłkarze, którzy obecnie leczą urazy. Po włoskim pomocniku znów nastąpiła kilkunastominutowa przerwa. Po niej kilkunastu piłkarzy - jeden po drugim - oddaliło się z Milanello. Na wzmiankę w tekście bez wątpienia zasługuje postawa Mexesa, który o mało nie rozjechał czekających na pierwszej linii frontu kibiców z Azji :) Wyjazdowi Francuza towarzyszyły głośne narzekania i przekleństwa kibiców Milanu. Jak się później dowiedziałem, takie zachowanie naszego obrońcy jest na porządku dziennym... Poza nim spośród około 20 piłkarzy, których wyjazd widziałem, nie zatrzymali się tylko Antonini, Abbiati oraz Constant, który spuścił szybę w swoim Porsche Cayenne i wytłumaczył się, że „jest umówiony i nie ma czasu”.

Najlepsze wrażenie zrobili na mnie Marco Amelia oraz Mattia De Sciglio. Rezerwowy bramkarz okazał się bardzo sympatycznym człowiekiem, chętnie pozował do zdjęć, można było z nim wręcz zamienić kilka dłuższych zdań. Nasz młody obrońca na trening przybył białym VW Golfem. Co ciekawe, to on najdłużej rozdawał autografy i to z nim kibice zrobili sobie najwięcej zdjęć. Mattia nie odmówił chyba nikomu, zatrzymując się nawet kilkaset metrów od Milanello do pojedynczych kibiców. Jak widać młodzieńcowi do głowy nie uderzyła jeszcze woda sodowa i ma świetne, trzeźwe podejście do wykonywanej pracy. Po blisko trzech godzinach pod Milanello byłem już nieco zmęczony i zmarznięty (tego dnia w Lombardii było wyjątkowo chłodno i wietrznie), nie mogłem jednak wrócić do domu bez zdjęcia z ulubieńcem kibiców Kevinem Prince'm Boatengiem. To na niego czekało najwięcej fanów. Tuż przed piłkarzem z Ghany wyjechało auto z 'pakietem' Mesbah – Traore – Gabriel. Audi Big Banga było niezwykle oblegane, ale udało się pstryknąć pamiątkowe zdjęcie. Co ciekawe, Boateng (jak również m.in. Flamini) miał ze sobą kierowcę.

Kończąc wątek samochodowy trzeba napisać, że 90% zawodników jeździ oczywiście autami marki Audi. Odmienne maszyny prowadzili Muntari (Lamborghini), Abbiati (Mini Cooper), Constant (Porsche Cayenne), Mexes (BMW x6), De Sciglio (VW Golf), Antonini (VW Touareg). Około godziny 19:10 udałem się w drogę powrotną do domu. Na pierwszego trenera, Bojana i De Jonga już nie czekałem. Niewątpliwie tak bliski kontakt z naszymi ulubieńcami to spora frajda. Dziś myślę sobie jednak, że jeszcze kilka miesięcy temu w podobnych okolicznościach spotkałbym takie nazwiska jak Ibrahimović, Thiago Silva, Nesta, Gattuso, Inzaghi czy Seedorf. Pozostaje więc mały niedosyt, ale jak się nie ma co się lubi...

zino








© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone