Milan - Inter | 36. kolejka Serie A 2007/08 | 4 maja 2008

Plany o wyjeździe na jedne z najbardziej elektryzujących derbów Europy narodziły się już parę bitych miesięcy temu. Była mowa o meczu z Romą, Juventusem, bądź Interem. Długo się nie zastanawiałem. Padło na derby! Jednak między planami, a czynami była daleka droga. Wizja walki w tym meczu o Scudetto była piękna, jednak realia okazały się bardziej okrutne i był to mecz o przetrwanie dla Milanu. W razie jakiejkolwiek wpadki praktycznie na dobre szanse na "upragnione" czwarte miejsce ległyby w gruzach. Zupełnie inaczej sprawa miała się dla rywali. Oni w tym meczu mogli zapewnić sobie tytuł mistrzowski, natomiast porażka przy ewentualnej wygranej Romy sprawiłaby, że na dwie kolejki przed końcem sezonu zrobiłoby się na szczycie tabeli niezwykle ciekawie.

Z miesiąca na miesiąc plany coraz bardziej przeradzały się w czyny. Mieliśmy dwie możliwości załatwienia biletów, o które jak wiadomo na taki mecz niesamowicie trudno! Główne źródło nie wypaliło więc został plan "B". Udało się! Bilety miały dotrzeć do hotelu w Mediolanie dzień przed meczem.

Wyjechałem z Opola we wtorek po południu do Kielc, z których w środę o 5:00 rano ruszyliśmy. Jednak nie do "stolicy mody", a Wenecji. W ten sam dzień byliśmy na miejscu. Problem jednak był taki, że nie mogliśmy trafić do naszego hotelu. Na szczęście trafiliśmy na bardzo miłych Włochów, którzy powiedzieli żebyśmy jechali za nimi, a oni nas doprowadzą do hotelu. Odpoczynek i na następny dzień zwiedzanie miasta. W piątek rano z Wenecji ruszyliśmy do Florencji. Gdy wjechaliśmy do miasta wszędzie było fioletowo. Ludzie z szalikami, bluzami, koszulkami i flagami Fiorentiny na balkonach. Na początku myśleliśmy, że we Włoszech tak widocznie jest, ale po chwili zastanowienia doszliśmy do tego, że przecież dzisiaj jest mecz półfinałowy Pucharu UEFA i Viola gra z Glasgow Rangers. Mijaliśmy też grupki fanów ze Szkocji, którzy tradycyjnie chłodzili się w ten upalny dzień złocistym napojem. Na miejscu jeden z "lekko trafionych" kibiców z Glasgow widząc nasze tablice rejestracyjne zapytał się czy jesteśmy z Polski. Po czym wyraził swoją niechęć i nienawiść do naszego rodaka, Artura Boruca. Ponownie odpoczynek i następnego ranka zwiedzanie Florencji, która po odpadnięciu swojej drużyny nie była już Fioletowa.

Po ogólnym zwiedzaniu następny i najważniejszy kierunek wyprawy to Mediolan. Jednak padł pomysł zahaczenia o Pizę i zobaczenia słynnej krzywej wieży. Pomysł więc został zrealizowany. W Mediolanie byliśmy około 19:00. Zameldowaliśmy się w hotelu, 3 km od San Siro, który również nazywał się San Siro. Z okna jednego z naszych pokoi widać było kawałek włoskiej "świątyni futbolu". Odpoczynek i następnego dnia kierunek San Siro! Jako, że był to nasz pierwszy pobyt w Mediolanie widok stadionu zrobił na mnie szczególne wrażenie i wzbudził niedowierzanie (byłem jedynym kibicem Milanu)! Udaliśmy się do muzeum po drodze mijając pełno koników, którzy wciąż powtarzali jedno, "Ticket! Ticket!". Po muzeum zwiedzanie stadionu i szatni Milanu. Wyjątkowo szatnia Interu była w ten dzień zamknięta, co nie wywołało we mnie większego smutku :) Podniecenie było niezwykłe, a najciekawsze miało być jutro! Po dokładnym obejrzeniu San Siro ruszyliśmy na Piazza Duomo. Naturalnie zwiedzanie i zakupy w New Milan Point. Po powrocie do hotelu poszliśmy na recepcje zobaczyć czy są bilety. Nie było... Oczywiście od razu telefon i pytanie kiedy będą. Okazało się, że o 16:00 zostały przywiezione, a było grubo po 18:00. Nerwy, kolejne telefony i wyczekiwanie. Około 21:00 dostaliśmy telefon, że bilety czekają w recepcji. Pobiegliśmy i były :) W tym samym czasie jacyś Hiszpanie też odbierali te niezwykle cenne świstki papieru. Wszystko wskazywało na to, że panowie z recepcji, świadomie lub nie, zapodziali bilety, ale na szczęście wszystko było OK. Po chwili pojawił się kolejny problem. Bilety są nie na nasze nazwiska, jednak dostaliśmy SMS'a żeby się tym nie martwić. Więc wszyscy poszliśmy spać w oczekiwaniu na jutro.

Niedziela, godzina 10:00, siedliśmy do śniadania ubrani na czerwono-czarno. Nie jako jedyni, bo było więcej osób, które najwyraźniej wybierały się na mecz. Kilka minut po 12:00 wymeldowaliśmy się z hotelu i ruszyliśmy na stadion. Tłumy bijące w jedno miejsce. La Scala futbolu, SAN SIRO! Od razu zdziwiło nas to, że nigdzie nie widać policji, a fani obydwu zespołów idą obok siebie ramię w ramię nie zwracając na siebie uwagi. Zdziwiło nas to wiedząc, jakie zwyczaje panują w Polsce. Gdy chcieliśmy przekroczyć bramy stadionu okazało się, że problemów z biletami ciąg dalszy. Mieliśmy pokazać paszporty, a bilety przecież nie były na nasze nazwiska. Od razu miny nam zrzedły. Namawianie na wpuszczenie nas i opowieści, że przyjechaliśmy z Polski taki kawał na mecz powiodły się. Oczywiście paszporty mieliśmy, ale pokazanie ich mogłoby równać się z nie wejściem na mecz. Na stadionie ponad dwie godziny przed meczem było już sporo ludzi, a kibice Milanu i Interu przez całe dwie godziny wymieniali między sobą "uprzejmości". Stadion się zapełniał z minuty na minutę, aż w końcu sędzia zagwizdał po raz pierwszy. Kibice reagowali niezwykle żywiołowo na każdą sytuację, których w wykonaniu Milanu parę było, ale do przerwy na tablicy świetlnej widniał wynik 0:0. Milan drugą połowę zaczął od wielkiego ciosu i kolejno gole Pippo Inzaghiego i Kaki sprawiły, że Milan prowadził 2:0. Trybuny eksplodowały! Inter było stać tylko na jednego gola z wolnego i mimo, że końcówka była bardzo nerwowa mecz skończył się wynikiem 2:1 dla Milanu!!! Śpiewy poza stadionem, trąbienie klaksonów w geście radości i triumfu! Jak by tego było mało Fiorentina przegrała 1:2, co pozwoliło wskoczyć Milanowi na czwarte miejsce, a Roma wygrała 3:0 przez co na dwie kolejki przed końcem sezonu Inter ma tylko 3 punkty przewagi!

Pierwszy wyjazd na mecz ukochanej drużyny i od razu zwycięstwo w derbach! Jakże cenne zwycięstwo! Lepiej trafić w tym feralnym sezonie nie mogliśmy, więc trzeba przyznać, że szczęście nam dopisało. Zobaczyć swoją drużynę na żywo to rzecz bezcenna i czekam z niecierpliwością na kolejny sezon, bo wiem, że na pewno wtedy znowu znajdę się na San Siro! Od razu po meczu udaliśmy się w szampańskich nastrojach do Polski.

Wielkie dzięki dla Wujka za spełnienie moich marzeń!

Przemek (penio)




© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone