5. KOLEJKA SERIE A 2002/2003 06. PAŹDZIERNIKA 2002r.

Był właśnie początek wielce obiecującego sezonu 2002/2003, gdy dowiedziałem się, że mam się udać służbowo do Włoch. Ponieważ termin mojej podróży zbiegł się tak szczęśliwie w czasie z meczem ligowym Milanu w Mediolanie, postanowiłem nie zaprzepaścić okazji spełnienia swojego życiowego marzenia (od niezapomnianego finału z Benfiką w 89 roku) i zobaczyć także mecz.

Do Włoch wyjechałem w sobotę późnym wieczorem w przeddzień meczu. Czekała mnie całonocna, samotna i męcząca jazda samochodem. Nie martwiło mnie to jednakże zbyt mocno, bo już na samą myśl o tym, gdzie jadę i co mnie czeka podnosiła mi się adrenalina.

Nad ranem ogarnęło mnie co prawda znużenie, ale jak zobaczyłem nad sobą tablice z napisem Milano 200, to od razu ogarnęła mnie euforia i odechciało mi się spać. Do miasta wjechałem od strony dzielnicy San Siro tak, że od razu zobaczyłem sylwetkę stadionu. Widok robi wręcz niesamowite wrażenie nawet ze sporej odległości. Dzięki kupionemu po drodze u konika na parkingu biletowi na mecz, byłem coraz bliższy spełnienia marzeń. Następnie znalazłem w pobliżu stadionu całkiem niezły hotel, wypiłem sobie piwko i ruszyłem... na mecz!

Po drodze mijałem czerwono-czarne tłumy udające się w kierunku stadionu na swoje święto. Wyłaniający się widok gigantycznego, ale przede wszystkim pięknego obiektu to już coś nie do opisania. Później, jak już wszedłem na stadion, to po prostu oniemiałem i zastygłem z wrażenia w bezruchu. Zobaczyłem morze ludzi (tego dnia było ponad 60.000 widzów), w telebimach pokazywano właśnie jak Milan zdobywa puchary Europy w 89 i 90 roku a całości niesamowitej atmosfery nadawał Milan Inno brzmiące na cały głos. Byłem tym wszystkim po prostu zachwycony. Gwizdek, no i Milan zaczął powoli, ale bardzo skutecznie robić swoje. Pirlo z karnego, Pippo i jeszcze raz Serginho. Byłem wtedy tak szczęśliwy, że w oku zakręciła mi się łza. Na przerwę wyskoczyłem przed stadion kupić koszulkę Inzaghiego. Jak wracałem na drugą połowę coś mnie napadło żeby dołączyć do Tifosi na Curva Sud. Tak też zrobiłem i resztę meczu obejrzałem sobie już wśród ultrasów Milanu. Możecie sobie tylko wyobrazić, co z nimi przeżyłem jak Milan zdobywał kolejne trzy bramki a Pippo kompletował swój hat-trick. Po meczu porozmawiałem jeszcze troszkę z kibicami Milanu i chyba jako ostatni człowiek tego dnia opuściłem stadion.

Jeszcze kupiłem sobie flagę z napisem "Forza Milan" i obejrzałem się ponownie na San Siro. Potem powolnym krokiem, niedowierzając we wszystko, co tego dnia widziałem szedłem do hotelu przyrzekając sobie, że jeszcze tu kiedyś wrócę i że zawsze już Milan.

W obecności prezydenta Berlusconiego, 60 tysięcy fanów i mojej, Milan pokazał na czym polega piękno piłki nożnej. I niech pogrom Torino będzie ostrzeżeniem dla innych drużyn. Bo jak się okazało byliśmy świadkami początku nowej, wspaniałej ery w historii AC Milan...

Dave



© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone