RUNDA KWALIFIKACYJNA DO LM 2002/2003, 14. SIERPNIA 2002

Od razu po wylosowaniu Slovana i uzgodnieniu, że pierwszy mecz będzie na San Siro wiedziałem, że będę musiał na ten mecz pojechać, gdyż w tym czasie byłem we Florencji. Byłem tam na kursie włoskiego z siostrą, więc oboje zabraliśmy się do planowania wyjazdu. Z jednej strony poszczęściło się, gdyż następny dzień po meczu był jakimś świętem we Włoszech więc nie opuścilibyśmy dwóch dni zajęć tylko jeden, z drugiej natomiast najwcześniejszy pociąg powrotny był o 5.30 rano. Plan mieliśmy prosty - autobusem do Mediolanu, potem zwiedzanie, zakupy, mecz... i problem był: co zrobić z czasem do 5 rano? Na dworcu siedzieć cały czas samemu to nie była dobra koncepcja. Na szczęście z pomocą przybył Giovani (^S4nGrI4^ z kanału irc #acmilan), który o 2 w nocy kończył pracę w dyskotece i obiecał się nami zająć. Początek bez problemu - dojeżdżamy z jedną przesiadką pod zamek Sforzów (praktycznie centrum), zwiedzamy i zwiedzamy (dla mnie była to druga wizyta w Mediolanie, dla mojej siostry natomiast pierwsza, tak więc trochę mnie to nudziło - poszczęściło się jej zwłaszcza, że całe Duomo było w rusztowaniu... ).
Koło 14.00 spotkaliśmy z 15 kibiców Slovana (w sumie nie wiem czy to byli kibice, ale wszyscy mieli ich koszulki i mówili po czesku, więc jest to wysoce prawdopodobne :P ). Ja zacząłem się interesować biletami, ale babka w centrum turystycznym w centrum Mediolanu nie wiedziała czy można kupić gdzieś na mieście. Giovani wysłał mi SMS-a, że jak jestem w centrum mogę  je kupić w sklepie Virgin. No to znowu do centrum turystycznego i pytam gdzie tu jest Virgin. Babka nie miała pojęcia. Jak się okazało, był 25 metrów od tego centrum turystycznego... W Virginie babka biadoli, że dzisiaj coś tam i że bilety tylko na stadionie. No to niech spieprza. Z tego powodu wolałem wcześniej na stadion przyjechać niż na planowaną wcześniej 20.00.

O 19.00 wysiedliśmy z metra przy najbliższej od San Siro stacji. Kolo 19.20 stałem już w kolejce po bilety. Za pierwszym razem jak byłem 1.5 roku temu na meczu to mi się spodobał sektor Curva Sud, tak więc zastanawiałem się czy nie kupić tam biletów, ale pomyślałem sobie że lepiej nie ryzykować, co tam... Kupiłem dwa bilety po 9 euro na drugi balkon - pomarańczowy sektor. Od razu pielgrzymka pod górę. Wchodzimy, wybieramy sobie miejsca i oczekujemy. Trochę słabo wyglądał stadion gdyż czerwony sektor był w przebudowie i tylko loża vipowska była czynna - widać na zdjęciach. Cali zmęczeni, ja z  przekrwionymi oczami (szkła kontaktowe noszę, a ponieważ wstałem o 5.30 założyłem je na i tak już przekrwione oczy...).
W końcu zaczyna się - wybiegają piłkarze na rozgrzewkę, słychać brawa. Sporo kibiców z Liberca (100-200). Zaczyna się mecz. Pierwsza połowa żałosna, koło mnie siedziała jakaś 60- letnia pani, która chwilę gestykulowała i wykrzykiwała hasła w stylu " DAI GATTUSO, DAI !!!" Co jak co, ale to Slovan miał słupek, a Milan praktycznie nic groźnego... Pod koniec pierwszej połowy starsza pani stwierdziła, że QUESTA PARTITA MI FA SCHIFO :)

Kibice zniecierpliwieni, jednak z sektora Curva Sud słychać było doping mimo kiepskiego występu. Wtedy zaczęliśmy żałować, że jednak tam nie usiedliśmy. Druga połowa trochę lepsza, wszedł  Seedorf, którego lubię, a Serginho schodząc otrzymał gwizdy (fakt faktem - słabiutko grał). No i w końcu - gol! Może nic pięknego, ale  kogo to obchodzi - wielki wrzask, race na Curva Sud i wiadomo... Ludzie podentuzjazmowani... i po niedługim czasie w końcówce solowa akcja Szewczenki. Poprzeczka - ryk rozczarowania... No niestety, 1:0 i tak dobry wynik, lecz 2:0 to by była sprawa praktycznie przesądzona....
Jak się okazało potem Szewczenko poprzez ten mecz pożegnał się z grą na około 3 miesiące. Schodzimy ze stadionu szczęśliwi, ja nie mógłbym przeboleć gdyby 0:0 było. Moja siostra też podjarana meczem, od razu kupiła sobie szalik :)

Jest koło 23.00, trzeba do tej 2.30 jakoś zabić czas. Mc Donald czynny do północy. No to bierzemy po dużym zestawie, żujemy i żujemy. że jakoś przez godzinę to jedliśmy, potem idziemy pod Duomo. Chcieliśmy po prostu znaleźć się w jakimś miejscu gdzie sporo osób jest, tak dla bezpieczeństwa. O 2.30 wpada pod Duomo Giovani, jedziemy jego Alfa Romeo do jakiegoś baru, siedzimy z godzinę, potem powiedzieli że zamykają i mamy wychodzić. No to wyszliśmy, ale że my mieliśmy wyjść a 20 innych ludzi co tam siedziało nie, to pozostanie dla nas archiwum x...

O 4.30 na dworcu - bierzemy bilety i do poczekalni. Kupa Cyganów, bezdomnych i w ogóle... aż strach samemu 15 minut posiedzieć. No ale w trójkę wyczekujemy tego pociągu, żegnamy Giovaniego, wsiadamy i odjeżdżamy. Zasnąłem nim jeszcze pociąg ruszył... Pod względem kondycyjnym był to najgorszy dzień w moim życiu. Jeśli dobrze pamiętam mecz był we wtorek. W poniedziałek musiałem wstać o 8 rano, bo o 9 miałem zajęcia. Czyli jestem niewyspany. Potem do 3 w nocy nie spałem (z podekscytowania, że obejrzę Milan), co daje 19 godzin niespania. Po 19 godzinach niespania śpię 2,5 godziny, budzę się i 24 godziny nie śpię... na dodatek łażąc cały czas (za późno odkryliśmy jakim pięknym wynalazkiem jest metro)...
Ale to wszystko dla Milanu i niczego nie żałuję!

Indy



© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone