21. KOLEJKA SERIE A 2001/2002 - 28. SIERPNIA 2002r.

Minęło już dobre kilkanaście godzin, ale nie tak szybko zapomnę wczorajszy wieczór i to z kilku powodów. Na czele ma się rozumieć z obejrzeniem meczu Lazio - Milan na Stadio Olimpico. Przyjechałem pod stadion ok. 19, podchodzę  do okienka kasy, a tu jakiś skośnooki kibic z szalikiem Milanu pyta o sektor dla gości. Szybko zgadaliśmy się i tak oto obejrzałem mecz w towarzystwie chińskiego kibica Milanu mieszkającego w.. Manchesterze (i kibicującego tamtejszym United). Bilety zadziwiająco tanie, tylko 18 euro, spodziewałem się więcej. Wchodzimy na trybuny - w życiu tak mnie przed żadnym stadionie nie przetrzepali. Chyba tylko w bucie mógłbym cokolwiek wnieść na stadion. Już prawie mamy wspinać się na trybuny Stadio Olimpico, gdy podjeżdżają autobusy z kibicami Milanu. Nawalone jak puszki z sardynkami. Szybka fotka i do góry, żeby uciec przed tą falą ludzi :)

Na sektorze Milanu zasiadło ok. 2 tysięcy tifosi, wśród których można było zobaczyć grupy FdL i Brigate Rossoneri, ale również i liczne mniej znane. 40 minut do meczu - na rozgrzewkę wychodzi Abbiati. Rozlega się głośny doping w jego kierunku. Macha do nas i zabiera się do roboty. Nie ma czasu do stracenia, za kilkadziesiąt minut będzie przecież stawiał czoła Simone Inzaghiemu i Claudio Lopezowi, zresztą z świetnym skutkiem. Godzina 20.30. tuż tuż, a na rozgrzewce wciąż nie pojawiają się piłkarze Lazio - czyżby jakaś manifestacja z ich strony?? Ale na mecz wyszli i w tym samym czasie na  Curva Sud gdzie zasiadają najzagorzalsi kibice Lazio, obok  wielkiego napisu "...Lazio ho nel cuore" pojawia się szereg mniejszych z nazwiskami największych gwiazd w całej historii Lazio - z Facchettim i Zoffem na czele. Rozpoczyna się mecz, trybuna, gdzie siedzimy, kipi od dopingu, ze strony Lazio cisza i tylko od czasu do czasu zdawkowe okrzyki "Milan Milan vaffanculo", na co szybko pada z naszej  strony riposta: "noi oddiamo undici leoni, undici, undici, undici leoni!!!" (lew jest maskotka Lazio). Pada bramka Stankovica, trzeba przyznać, że efektowna. Nie ustajemy w dopingu. Mijają kolejne minuty drugiej polowy, fani Lazio coraz głośniejsi, na sektorze Milanu coraz ciszej. Wylatuje z boiska Couto, rodzi się nadzieja, że jednak wywieziemy punkty z Rzymu... Wreszcie 92 minuta i goooool!!! Na tablicy świetlnej pojawia się nazwisko Kaladze, dopiero kilkadziesiąt minut po ostatnim gwizdku arbitra dowiemy się ze bramkę zdobył jednak Sheva.

Stadion pustoszeje, my jednak wciąż jesteśmy zamknięci w sektorze, dopiero po 40 minutach zostajemy wypuszczeni ze stadionu. I tu zaczyna się kolejna część tej opowieści... Spieszyło mi się cholernie na autobus (musiałem wrócić do swojego "domu" w Rzymie przed 23.30), zaczynam biec w kierunku przystanku. To jakieś 500 metrów od stadionu. Nagle słyszę odgłosy biegnących ludzi - odwracam się i już wiedziałem o co chodzi - banda idiotów z Lazio puściła się w pogoń za Milanistami (pewnie rzymianami, reszta kibiców  Milanu siedziała już w podstawionych autokarach), no i nawet nie zdążyłem zmienić biegu na spacerowy chód a już jeden z nich wziął sobie mnie za członka tej uciekającej grupy. Podbiegł, nawet nie zdążyłem zareagować, kiedy wyciągnął nóż i dźgnął mnie w udo. Powrót pod stadion, gdzie były karetki, był dosyć ryzykowną eskapadą, poszedłem wiec na autobus i coraz mocniej krwawiąc jakoś dojechałem do domu. Zdążyłem. Przez noc jakoś udało mi się przy pomocy koleżanek zatamować krwawienie z wcale dużej, ale tryskającej jak fontanna rany no i na drugi dzień rano nie pozostało nic innego jak wybrać się do pronto soccorso (pogotowie) i założyć kilka szwów na nodze.

Tak oto spędziłem ten wieczór, którego na pewno nie tak szybko zapomnę, dzięki Milanowi ale i dzięki jednemu debilowi mieniącemu się kibicem.

dezali

 


© Copyright 2002-2016 by ACMilan.PL  ::  Wszelkie prawa zastrzeżone